poniedziałek, 11 kwietnia 2016

Rozdział 3

Kiedy zaparkowałem w pobliżu miejsca gdzie znaleziono ciało chciałem jakoś ostrzec Mie przed dramatycznym widokiem jakiego możemy tam doświadczyć. Jednak nawet nie zdążyłem, dziewczyna od razu odpięła pas i wysiadła z auta. Nie zostało mi nic jak pójść w jej ślady.
- Załóż to, pomoże nam w znalezieniu dowodów. - spoglądam na to co trzyma w swoich delikatnych dłoniach.
Para ciemnych okularów i jakaś czarna rękawiczka. Jak to ma mi pomóc? No ale dobra, niech jej będzie. Wkładam okulary na nos, a rękawiczkę wsuwam na dłoń.
- W czym ma mi to pomóc? Widzę gorzej niż przedtem. - prycham pod nosem, ale kiedy kobieta przesuwa jakiś przełącznik przy okularach doznaje niesamowitego doświadczenia.
W polu widzenia mam mini komputer, samodzielnie skanuje twarz Mii i wyświetla mi wszystkie informacje o niej. Imię, nazwisko, wiek i inne różne dane osobowe. Niezłe cacka mają w tym FBI. Dziewczyna rusza na miejsce zbrodni dlatego też podążam za nią, odwraca się do mnie i idzie tyłem. Zabawnie wygląda w tych okularach, jednak wciąż seksownie. O czym ja myślę w trakcie śledztwa..
- Teraz zamknij dłoń w pięść i nagle ją otwórz w stronę podłoża oczywiście. - w trakcie tłumaczenia pokazuje mi ten gest dłonią. Kiwam głową i wykonuje ten sam ruch.
Widzę jak przez kilka metrów wokół mnie przebiega okręg, a gdy znika mam zaznaczone wszystkie dowody rzeczowe, ślady, pyłki.. Nie zastanawiając się ani chwili dłużej podchodzę do pierwszej zaznaczonej poszlaki. Ślady butów. Spoglądam na nie dotykając ich opuszkiem palca i ku mojemu zdziwieniu przed oczami pojawia mi się analiza owej rzeczy. Hm, trapery, rozmiar 43 i ślady krwi. Teraz pytanie czy krew należy do ofiary. Delikatnie przyciskam palcem zaschniętą krew na ziemi. Jak dobrze, że nie pada.
Nick Carter, lat 10, grupa krwi ARh+. Więc odpowiedź już mam, a nawet i kilka dodatkowych informacji..
Po sprawdzeniu z moją towarzyszką reszty dowodów kierujemy się w stronę pozostawionego ciała. Nie znaleźliśmy nic szczególnego co wskazywałoby na to kim jest morderca, tylko odciski bitów, pyłek unoszący się w powietrzu poprzez zwłoki dziecka, rąbek koszuli i tylko tyle. Żadnych odcisków palców, krwi oprawcy, nic, jest cholernie w tym co robi. Najgorsza wciąż jest świadomość, że to ja mogę być mordercą..
Spoglądam przed siebie i widok, który widzę sprawia u mnie odruchy wymiotne. Ja pierdole, jak można zrobić coś takiego dziecku..



~ Mia ~

Spoglądam w górę i o mój Boże.. Nie wiem jakim psycholem można być żeby zrobić coś takiego 10 letniemu dziecku. Widziałam już naprawdę wiele ciał po morderstwach, ale widok małego bezbronnego chłopca w takim stanie.. Odwróciłam głowę w bok przełykając gule w gardle jak i posmak wymiocin.
Jednak zmusiłam się do patrzenia, ciało trzeba było zbadać, zebrać dowody...
Ostre jak oszczep pale przeszywały ciało chłopca na wylot w dwóch miejscach, jedna przez lewą rękę, druga przez prawą nogę i prawą rękę, jakby sprawca chciał unieruchomić ofiarę zadając jej ogromny ból, ale wciąż nie uśmiercając. Biedne dziecko..
Nick był zwrócony twarzą w dół, podchodząc bliżej zauważyłam mocno zaciśnięte oczy, szczękę i dłonie w pięść. Ofiara próbowała walczyć, zapewne szarpać się. Spojrzałam na jego szyję i marszcząc czoło ujrzałam rozszarpany kark.
- Wrony dobrały sie do ciała, stąd rana szarpana na karku. - odezwał się jakiś człowiek obok mnie.
Spojrzałam w jego kierunku, a przed moimi oczami po analizie od razu ukazały się informacje. Louis Tomlinson, starszy aspirant. Kiwnęłam głową na znak zrozumienia i z wielkim wahaniem znów spojrzałam na ciało przede mną. Niall badał już dowody na ciele, okazywał zadziwiającą obojętność, jednak taka była nasza praca.
Podeszłam bliżej ciała patrząc na zaciśniętą pięść chłopca, chwyciłam ją w dłoń i próbowałam otworzyć, jednak bez skutku. Nie obejdzie się bez połamania kości, dlatego też poprosiłam Nialla o pomoc, który po kilku sekundach otworzył dłoń z głośnym gruchotem, a naszym oczom ukazała się lilia.


~ Niall ~

Widziałem wzrok Mii na sobie, uważała że wcale mnie nie rusza ten widok, ale w środku było zupełnie odwrotnie. Aż się gotowałem z wkurwienia, że ten psychol nadal grasuje po Londynie. Złość mieszała się z obrzydzeniem i chęcią odejścia na bok, pozostawienia zwłok, jednak to była moja praca, musiałem sprawdzić wszystko dokładnie. Ubrania chłopca były zakrwawione, wokół, na ziemi było pełno krwi albo wykrwawił się na śmierć, albo zginął przed tym wszystkim. Jeżeli nadziano go żywcem na te bambusowe, ostre pale.. Nie chce nawet myśleć jaki ból musiał czuć.
Kiedy po otwarciu dłoni młodzieńca ujrzałem lilie.. Ja pierdole, co za psychol, teraz jesteśmy w stu procentach pewni, że to sprawka Zabójcy z Lilią. Patrząc na ten cały obrazek, na zmasakrowane ciało. Nie byłbym w stanie zrobić mu czegoś takiego, prawda? Jeżeli teraz mam odruchy wymiotne to co przy.. Przy takiej czynności. Jednak nic nie pamiętam, nie wiem co robiłem, gdzie byłem. Kurwa, on był w wieku mojego brata. Nie daje wiary swoim podejrzeniom, oskarżam sam siebie..
Niesamowicie brutalna perfekcja, z jaką przygotowano i zaplanowano miejsce zbrodni, wydawała się wręcz nieprawdopodobna. Nie mam pojęcia jak oni usuną zwłoki do sekcji. Wykopią pale, zetną je czy wybiorą najgorszy ze sposobów i ściągną ciało, zostawiając pale tam, gdzie były.


Zostałem przy ciele badając resztę dowodów na ciele, nic szczególnego, wokół ślady butów które już wcześniej znalazłem, pełno krwi, oznaki walki, ale nic co by wskazywało na sprawcę. Rany były starsze niż te spowodowane przez pale, jestem prawie pewny, że chłopiec został zamordowany w innym miejscu. Mia poszła się rozglądnąć dookoła, zaszyła się gdzieś w głąb torów.
- Niall, znalazłam coś! - usłyszałem jej krzyk, a następnie głośny pisk i przekleństwo.
Kurwa co tam się dzieje, chwyciłem za pistolet pod moim paskiem i biegiem rzuciłem się w stronę miejsca, gdzie było słychać krzyk Mii. Nie wiem dlaczego, ale cholernie zależy mi na tej dziewczynie i jeżeli coś jej się stało. Kurwa ja sobie tego nie daruje.
- Mia, wszystko w porządku? - pytam głośno i spoglądam na kobietę, która wstaje z pozycji na cztery łapy i ociera swoje kolana.
Kamień z serca, tylko się wywróciła. Biorę głęboki wdech uspokajając się i chowam pistolet za pasek spodni na plecach. Dziewczyna lekko rumieni się, widocznie zawstydzona swoją niezdarnością, jednak odchrząka i zabiera głos wskazując na niskie wzgórze prowadzące na autostradę.
- Tam są ślady krwi, myślę że morderca zrzucił z góry ciało. - kiwa głową i przejeżdża w powietrzu palcem na długość wzgórza.
Kiwam głową i zaczynam wspinać się na górę. Moze tam będzie więcej dowodów.

wtorek, 5 kwietnia 2016

Rozdział 2

~ Mia ~


FBI przeniosło mnie do Londynu w sprawie Zabójcy z Lilią. Każdy wie jaką cenioną osobą jestem wśród policjantów i detektywów. Pomagałam przy najtrudniejszych i najgłośniejszych zbrodniach. Dzięki mnie znalezienie sprawcy zazwyczaj było przyśpieszone o kilka miesięcy. Czasem dziwi mnie to jak głupi potrafią być ludzie, którym powierza się dane sprawy, nie patrzą na najważniejsze dowody sądząc, że są to mało istotne wskazówki... Aż boję się kogo dostanę do pomocy, albo będzie stwarzał same problemy, albo po prostu będzie miał w dupie całą sprawę.
Wchodzę do gabinetu głównego komendanta, na moje oko ma 40-stke na karku, jest umięśniony i jak na swój wiek ma niezłą sylwetkę, zalążki siwych pasm w czarnych jak smoła włosach, mocno opadające powieki i zmarszczki wskazują na to jak ciężko jest mu tutaj pracować. Kurcze, chyba będzie gorzej niż myślałam.
- Panna Mia Laine, miło widzieć tak młodą i zdolną kobietę w swoim progu. Cóż, myślę, że jesteś obeznana w całej sprawie. - mężczyzna opiera łokcie o blat biurka i splata ze sobą swoje duże, wysuszone dłonie. - Przydzielimy Pani pomoc, właściwie zaraz powinien.. - i w tym momencie w progu drzwi pojawia się dobrze zbudowany, wysoki blondyn o niebieskich tęczówkach i szerokim, pięknym, białym uśmiechu. Chowa paczkę fajek do kieszeni marynarki i spogląda na mnie, jednak w jego wzroku... Jest coś co nie daje człowiekowi spokoju, został zraniony i to głęboko, próbuję odrzucić to gdzieś w głąb siebie, na dalszy plan ale nutka smutku wciąż pozostaje w jego oczach. Wpatruję się we mnie tak samo intensywnym wzrokiem jak ja w niego, jakby widział we mnie kogoś znajomego, kogoś kogo bardzo kochał, ale go stracił. I trwamy w tej ciszy chyba zbyt długo, bo komendant, który siedzi za biurkiem głośno odchrząknął.

~ Niall ~

Kurwa stoję w tym gabinecie jak wmurowany.. Ta kobieta, ta przepiękna kobieta o ciemnych, krótkich brązowych włosach, pięknych piwnych tęczówkach i nieskazitelnie pięknej urodzie przypomina z twarzy moją matkę, u której zaraz po zaginięciu Maxa wykryto złośliwego raka. Dwa miesiące temu zmarła, pochowaliśmy ją wraz z Gregiem i od tamtego czasu zostałem sam, zupełnie sam. Mój starszy brat wcale się do mnie nie odzywa, nie kontaktuje ze mną, on, zresztą jak wszyscy obwiniają mnie o śmierć naszego kochanego małego chłopca... I kurwa, mają rację, to wszystko była moja wina, nie potrafiłem go nawet przypilnować, a teraz nie potrafię uratować tych dzieci, biednych dzieci które giną, a kilka dni później znajdujemy ich ciała, porzucone gdzieś w kompletnie innym miejscu niż poprzednio.
Z zamyśleń - podobnie jak młodą dziewczynę - wyrywa mnie gest mojego szefa, tak, daruj sobie dla odmiany głupkowate teksty.
- Niall Horan, główny detektyw w tym budynku, wygląda na to, że wspólnie będziemy szukać Zabójcy z Lilią. - ujmuje moją dłoń, taka krucha, malutka, dokładnie jak mojej matki. Żadna dziewczyna nie działała na mnie w tak zaskakujący sposób od bardzo, bardzo dawna. Ściskam jej dłoń czując bijące od niej ciepło, i przysięgam że nie mam pojęcia dlaczego, ale mam chęć by to ciepło zagościło w moim życiu.
Weź się w garść Horan, po prostu dawno nie bzykałeś żadnej laski i właśnie masz objawy braku ulżenia sobie w tej kwestii.
- Mia Laine, miło mi Pana poznać. Cóż.. Na to wygląda. - widzę jak przez jej twarz przenika nieśmiały uśmiech. Onieśmielam ją?
- Dobrze, myślę że pora by detektyw Horan pokazał Pani wasz wspólny gabinet. - Ja pierdole, jak ten kutas mnie wkurwia, patrzy na mnie tym swoim wzrokiem mówiącym: "Twoja praca wisi na włosku, lepiej żebyś dzięki niej zdobył jakieś nowe dowody".
Wywracam oczami i nie wiem dlaczego ale czuję poczucie winy, znów myślę o Maxie i o tym jak bardzo jestem do dupy, a ten fagas udowadnia mi to za każdym razem. Jestem wkurwiony. Wychodzę z jego jakże zjebanego gabinetu i kieruje się w kierunku mojego, ach no tak, zapomniałem, to już nie tylko mój gabinet. Nawet nie sprawdziłem czy Mia idzie za mną. Wzdycham cicho, kiedy przepuszczam ją w drzwiach i zamykam je za nami, zabieram głos.
- Strasznie Cię przepraszam, ale on.. - wywracam oczami mając na myśli szefa - Potrafi być kurewsko wkurwiający. Nie chce żebyś myślała że jestem takim samym nieudacznikiem i kutasem jak cała reszta tutaj.
No w sumie to jesteś nieudacznikiem Horan, nie potrafiłeś nawet uratować własnego brata. - odzywa się gdzieś w głębi moją podświadomość. Zsuwam ją na dalszy plan i dopiero teraz orientuję się jak nadzwyczaj spokojnym głosem mówiłem do kobiety przede mną. Rany, co ona ze mną robi? Stoi i chwilę patrzy na mnie po czym uśmiecha się już śmielej, ma śliczny uśmiech.
- Nic nie szkodzi. - kiwa głową na znak zrozumienia - W zupełności Cie rozumiem i nie martw się, może na początku myślałam że kogoś takiego mi przydzielą, ale patrząc na Ciebie jestem przekonana, że taki nie jesteś, spokojnie. - poszerza swój uśmiech przechylając głowę w bok, patrząc we mnie swoimi pięknymi, błyszczącymi, piwnymi tęczówkami. Dlaczego mam wrażenie, że ona z jakiegoś powodu mi współczuję? Nie chce współczucia, nie potrzebuje go, umiem zadbać sam o siebie.
Kiwam głową i wskazuje dłonią na puste biurko po drugiej stronie pokoju, jest naprzeciw mojego, jednak w znacznej odległości od siebie. - Twoje biurko, nie mają tutaj jakiś.. Zadowalających warunków. - wzruszam ramionami.
Co prawda to prawda, jesteśmy w jakiejś małej klitce, szare ściany, nie żeby były pomalowane na szaro Kiedyś były białe z czego dobrze się orientuje, ale przez brud stały się takiego koloru jak teraz. Tak, super by było gdyby sprzątaczki wywiązywały się ze swojej roboty. Na jednej ścianie widnieje okno, dość duże, zasłonięte uwaga, szarymi roletami, kurwa co za pomysłowość. Na ścianie naprzeciw okna znajduję się wielka korkowa tablica, nie wiem po co ona aż na całą ścianę ale niech będzie. No i jak wspominałem, w dwóch naprzeciwległych kątach znajdują się biurka, z jakąś beznadziejną lampką która daje w nocy chujowe oświetlenie i laptop, chociaż tutaj się postarali, najnowsza wersja Maca ze wszystkimi ważnymi dla detektywa programami, tutaj mają u mnie plus.
Mia podchodzi do swojego biurka, przejeżdża dłonią po jego blacie i rozgląda się dookoła, otwiera już usta by coś powiedzieć ale nagle do naszego gabinetu wpada komendant.
- Znaleziono nowe ciało, tuż przy drodze wyjazdowej obok torów kolejowych, macie się tam zjawić za 3 minuty. - rzuca wkurwiony i wychodzi.
Spoglądam na kobietę i oboje robimy ten sam ruch - wychodzimy z pomieszczenia i kierujemy się prosto do mojego wozu. Nikt nic nie mówi, zapinam pas i przekręcam kluczyk w stacyjce wyjeżdżając na główną drogę.

Kurwa kolejne dziecko, a wczoraj znowu ocknąłem się w jakiejś ciemniej uliczce pod lampą, kilkanaście przecznic od miejsca w którym ostatni raz byłem. W dodatku w dłoni znów trzymałem kwiatek lilii, taki sam jaki zawsze ma przy sobie ofiara. Nawet nie wiecie jakie to uczucie kiedy nie pamiętasz co robiłeś i gdzie byłeś. Albo ktoś robi mi naprawdę zjebany żart, albo to ja odpowiadam za te wszystkie morderstwa.

niedziela, 3 kwietnia 2016

Rozdział 1

- Rok wstecz -


Ze snu budzą mnie promienie słońca wkradające się do pokoju przez małą szparę w czarnych zasłonach. Marszczę czoło i powoli dochodzę do siebie przejeżdżając swoją wielką, szorstką dłonią po białej pościeli. Jęczę marudnie pod nosem i wstaje do pozycji siedzącej przecierając oczy piąstkami w trakcie ziewania. Rozglądam się po swoim pokoju, czarne ściany, białe meble, melancholia.. Jednak nigdy nie przykuwam uwagi do kolorów w moim pokoju, myślę że nawet podoba mi się to zestawienie, jest prosto, ale inaczej bo kto odważyłby się na czarne ściany? Nie spałem długo, zaledwie 5 godzin, znów przetrzymali mnie w pracy. Dobrze, że chociaż będą z tego jakieś większe pieniądze, a to jest nam potrzebne, zwłaszcza teraz.
Nasz ojciec porzucił naszą rodzinę kiedy miałem 9 lat, Greg był starszy, miał 16 lat, a mama była w ciąży z kolejnym dzieckiem, Maxem. Kilka lat temu Greg postanowił żyć na własną rękę, tworzy z Daisy i 6 letnim synkiem Theo wspaniałą rodzinę, ale to też oznacza, że nie może nas wspierać finansowo tak jak dawniej, oczywiście robi to w jakimś stopniu ale sam musi zadbać o żonę i dziecko. Pracuję tyle ile tylko mogę, nie chce by mamie albo Maxowi czegoś brakowało, zasługują na wszystko co najlepsze.
Z zamyśleń wyrywa mnie mój mały braciszek, otwiera szeroko drzwi i wbiega do pokoju rzucając się na mnie z głośnym śmiechem.
- Wiedziałem, że już nie śpisz! - krzyczy uradowany - Pojedziesz z mamą i ze mną do centrum handlowego, dostanę nowe buty! - szczerzy się do mnie.
Ten dzieciak potrafi cieszyć się z każdej najmniejszej rzeczy. Jest mi cholernie ciepło na sercu gdy wiem, że to dzięki mnie, dzięki mojej pracy i zarobionych pieniądzach.
- Jasne Max. - czochram mu włosy śmiejąc się pod nosem, kiedy ten próbuje zabrać od siebie moją dłoń. - Ale najpierw.. - uśmiecham się szeroko i wyciągam do niego ręce, a on już wie o co chodzi. Piszczy głośno i pędem wybiega z pokoju. - Najpierw muszę zjeść śniadanie! - krzyczę udając potwora i biegnę za nim.
Mały krzyczy i śmieje się prosząc bym go nie jadł. Kocham go, kocham moją rodzinę i czuję się za nią odpowiedzialny niczym ojciec.


Parkuje pod centrum handlowym i wysiadam z auta a śladami za mną idzie moja mama i Max. Śpiewał i wciąż się uśmiechał całą drogę, ile ten dzieciak ma w sobie życia..
Biorę go za rękę i wszyscy wchodzimy do centrum, jest sobota dlatego wita nas od progu straszny tłok, ledwo można się przecisnąć.
- Skarbie, najpierw pójdę zrobić zakupy na obiad, potem zadzwonię i pójdziemy kupić Maxowi buty. - uśmiecha się do mnie i nim się oglądam już jej nie ma, nawet nie zdążyłem jej odpowiedzieć. Jednak w tej samej chwili orientuje się, że w swojej dłoni nie czuję malutkiej rączki mojego brata. Spanikowany rozglądam się wokół siebie.
- Max! Max gdzie jesteś?! - krzyczę na cały głos przepychając się przez ludzi.
Boże gdzie jest mój brat, jak mogłem być tak głupi by go spuścić z oczu, pierdolony dupek ze mnie. On ma tylko 12 lat.
- Kurwa Max, gdzie jesteś?! - wołam na cały głos, a serce podchodzi mi do gardła. Stoisko ze słodyczami! Może tam go znajdę, ale jak zwykle się mylę. Wplatam palce w swoje blond włosy i ciągnę za nie z całą siłą, pierdolony debil. Ludzie nawet nie zwracają uwagi na moje prośby, są zabiegani, zajęci swoimi sprawami, problemami.
- Niall! - słyszę głos mojego braciszka tuż przy wyjściu z centrum, boże jest tam, mój kochany Max. Biegnę w stronę drzwi przepychając się przez ludzi, o mało nie wywalając jakiegoś staruszka.
Widzę go, wychodzi z centrum, cholera muszę biec szybciej.
- Max stój! - krzyczę głośno spanikowany. Jeszcze trochę i będę na zewnątrz, nie mogę go zgubić.

Kiedy mijam szklane drzwi centrum handlowego i stoję w miejscu, rozglądając się i poszukując Maxa,słyszę jak chłopiec mnie woła. Jest po drugiej stronie ulicy. Ucieszony moim widokiem nawet nie pamięta o tym żeby rozejrzeć się na jezdni i po prostu na nią wbiega.
- Kurwa Max, nie! - krzyczę i biegnę w jego stronę widząc nadjeżdżający samochód. Wbiegam na ulicę i łapie go w swoje ramiona czując silne uderzenie w mój bok ciała. Najważniejsze jest to, że trzymam Maxa w ramionach. Leżymy na zimnym asfalcie, a gdzieś z oddala słyszę głos naszej matki, coraz bardziej cichy, jakby się oddalała, chociaż wiem, że jest tuż obok. Moje powieki są tak ciężkie, że mimo swojej własnej woli je zamykam. Tylko ciemność i cisza..

Powoli wybudzam się ze snu, ale czy ja w ogóle spałem? Ugh, czuję jak wszystko mnie boli - żebra, lewe ramię, biodro i noga. Otwieram powoli oczy i rozglądam się dookoła. Jestem podpięty do różnych urządzeń,nie obchodzi mnie nawet, po co mi je podpięli. Wszystko sobie przypominam, cholera gdzie jest Max?! Wszystko z nim w porządku? Dopiero teraz zauważam swoją mamę przy łóżku, chowa twarz w dłonie i płacze.. Dlaczego ona płacze? Nie, to nie może oznaczać..
- Mamo, co.. Co z Maxem? - pytam i nawet nie panuje nad swoim głosem, który łamie się w połowie zdania. Mama spogląda na mnie pełnymi łez, niebieskimi tęczówkami. Wygląda strasznie, ostatnim razem widziałem ją w takim stanie gdy ojciec nas zostawił.
- Niall.. - łapie moją dłoń, w porównaniu do moich, jej są takie malutkie, delikatne, kruche. - On nie żyje.. - łamie się jej głos a w jej oczach pojawiają się nowe łzy - Samochód również go uderzył, jednak w głowę, nie wytrzymał takiej siły.. - kończy zdanie i rozpłakuje się. Jej płacz jest niczym ostrze w moje poranione serce.
Przez chwilę patrze na nią z szeroko otwartymi oczami po czym siadam z sykiem i przytulam ją mocno do siebie. Oboje płaczemy.
Kurwa mać, Horan, coś ty narobił. Nie potrafiłeś nawet zadbać o swojego młodszego brata. Ja.. To wszystko moja wina, on nie żyje przeze mnie.

Prolog

Kurwa co ja tutaj robię? Siedzę na chodniku w jakieś ciemnej uliczce pod lampą, która jako jedyna świeci na tej ulicy i znowu nie pamiętam jak się tutaj znalazłem. Ostatnie co potrafię określić to fakt, że wyszedłem z biura policji, potem skierowałem się w stronę auta i dalej pamiętam już tylko i wyłącznie ciemność, pustka, nic, cholerne zero. Która godzina?! Jest już ciemno, miałem spotkać się z komendantem.. Ideą naszego spotkania miało być ponowne przeglądnięcie dowodów, akt, spotkanie się z rodzicami niestety zamordowanych już dzieci, może przypomniałoby się im coś konkretnego.. Jak ja mu to wytłumaczę? Sorry, że nie przyszedłem ale mam zaniki pamięci i nie wiem co robiłem? Przecież to śmieszne wytłumaczenie, najgłupszy człowiek by w to nie uwierzył.
Spoglądam na swoją dłoń, która teraz kurczowo zaciska się w pięść, spokojnie spoczywając na moim udzie. Ja pierdole, proszę tylko żeby to nie było to, proszę żeby tam nie było kwiatka..
Powoli otwieram drżącą że strachu dłoń, a moim oczom ukazuje się kwiatek Lilii. Cholera mam ochotę płakać, uciec, jebnąć głową w ścianę, nie wiem. To nie może być prawda! Przecież to niemożliwe, sam pracuje przy tej sprawie, znalazłbym jakikolwiek dowód wskazujący na moją osobę. Jednak przez te wszystkie wydarzenia, śmierć Maxa, zaniki pamięci, lilii w mojej dłoni i wieść o kolejnym zamordowanym dziecku nie daje spokoju mojej myśli. To ja jestem Zabójcą z Lilią..